Forum Obywatelskie

Lista Obywateli

Archiwum Rządowe

Pliki do
pobrania

V Korpus Inwazyjny

Linia
Czasu

Pytania i odpowiedzi

Kanał
RSS

 
LOGOWANIE
login:
hasło:
rejestracja

WIELKAPEDIA
WOJSKOWA KOMENDA UZUPEŁNIEŃ
POLSKA MARYNARKA GWIEZDNA
 
WARTO ZOBACZYĆ
Kronika Wielkiej
OSO 2057 Kampinos
OSO 2058 Kampinos
OSO 2059 Kampinos
OSO 2061 Kampinos
OSO 2062 Wa-wa
Archiwa WRP


SMUTNA STATYSTYKA

Serwis przegląda:
0 obywateli
34 gości

FORMALNOŚCI

Kanał RSS
Nasze bannery
Szanowna Redakcja
Kontakt
Copyright
Materiały dla prasy
FAQ
Polityka prywatności
Napisz artykuł!

TECHNIKALIA

Serwis został zoptymalizowany dla rozdzielczości 6144x4096 oraz niższych:
do 1920x1080 stosowanych w zegarkach ręcznych i motopompach drugiej klasy

REKLAMA
 

 

 

 

 

 

CHŁOPI 2054
cykl autorski obywatela Blase

 

Chłopi 2054: Wiosna

Hej, wysoko ci u nas stanęła technika, wysoko...

Stary Jędruś wyszedł właśnie ze swojej chaty. Przeciągnął się, spojrzał na wschodzące słońce i powiedział:
- Piękny dzionek mamy dzisiaj!
Szybko wskoczył w spodnie i ruszył do roboty. W drodze do obory spotkał sąsiada, Zygmunta.
- Pochwalony!
- Na wieki wieków! Co to, siew dzisiaj będzie?
- Ano, to już wiosna drogi sąsiedzie. Trza się wziąć do pracy.
- Ta. U mnie to szybko pójdzie. Bo ja mam małe pole, 700 hektarów tylko.
- U mnie będzie ino z 1500 albo i wincej... Nie wim dokładnie, bo te smutne pany od ministra mi nie powiedziały.
- Do do widzenia, drogi panie!
- Do widzenia, do widzenia...

Jędruś otworzył drzwi do obory. Traktory, kombajny, siewniki. I stara, poczciwa mućka, zmodyfikowana genetycznie i wtóry raz sklonowana, podłączona do dojarki.
- Hej, krasula. Cosik mało mleka dzisiaj dałaś... – Jędrek pokiwał głową i zabrał baniak.
Zostawił mleko pod domem i uruchomił siewnik. Wyjechał z rykiem silnika z obory budząc wszystkich okolicznych rolników i płosząc kury pana Mariana. Na liczniku 250km/h. Stanowczo za mało*. Jędruś wcisnął jeszcze pedał gazu. Jedziemy!

W pół godziny zaorał i zasiał 1500 hektarów pola. Jeszcze kilka okrążeń ponad wsią, tak dla fasonu, i lądujemy pod oborą. Zaparkował siewnik, poklepał jeszcze krowę po plecach i wrócił do domu. Zrazu wszedł do internetu i ściągnął sobie hitowe muzyczki ludowe. Na wiejską dyskotekę będą w sam raz, tylko od Grześka trzeba pożyczyć sprzęt audio i te głośniki 500000 watowe, pomyślał. Nagle ujrzał dość dziwny banner.
- A co to? – rzekł sam do siebie. – Wie... Wielka... Wielkarzeczpospolita. Ciekawe...

Następne kilka godzin spędził na oglądaniu tajnych akt Archiwum Rządowego i grając w „Lwy Macierzy”. Dopiero teraz zdał sobie sprawę, w jakich czasach przyszło mu żyć.

Lecz nagle sielanka skończyła się, gdy jego żona, Wiesia, skończyła gotować obiad.
- Jędrek, przestał byś się obijać. Obiad na stole! A co ty w ogóle robisz?
- Siedzę.
- To widzę! Ale co tam tak klikasz?
- Jak co? Robię zakupy przez Internet!
- A po co?
- O rety, Wiesia. Dziś dyskoteka, trzeba nakupować coś nie coś na wieczerzę!
- Co racja, to racja. Ale jaka to strona?
- Wielkarzeczpospolita.net. Nu, coś widzę, że sklep nieczynny.
- A może coś na polnecie nie w porządku?
- Hm... Połączenie normalne... transfer też, 40GB na sekundę... Może remanent mają w tym sklepie, cy cuś?
- Zostaw to w cholerę, Jędruś. Ja się przelecę do sklepu pani Jadzi, a ty lepij zjedz obiad.

W chwilę później Jędruś rozkoszował się pomidorówką z modyfikowanych warzyw i patrzył na kombajny i świecące na pobliskiej działce reaktory atomowe.

Po niebie przeleciał klucz Huzarów.
- Pikne maszyny... – rozmarzył się Jędrek.

Kiedy zjadł kotlety z afrykańskiej świni przyprawiane krewetkami, założył beret i udał się w odwiedziny do Grzesia, który mieszkał koło pobliskiego laboratorium weterynaryjno - genetycznego. Wszedł do izby, wytarł nogi, pochwalił Boga i usiadł w kąciku na fotelu.
- Jakież to sprawy cię tu przysyłają, sąsiedzie drogi? – zapytał Grześ.
- Jak pewno wiesz, dziś we wsi dyskoteka.
- Oj, mówiło się, mówiło o tym jeszcze kilka niedziel temu. I nawet ksiądz z ambony coś prawił o tych Bojówkach szatańskich czy coś, że się mogą pojawić we wsi.
- Jakby co, to weźmie się ze strychu starego RKM-a. Został mi po dziadku.
- Oj, prawda... gdyby rozrabiali to im się pokaże, kto tu rządzi.
- Ehe. No ale nie o satanistach nie przyszedłem tu gadoć. Chodzi mi o twoje głośniki. Chcę je pożyczyć na czas zabawy.
- Rozumim. A muzykę masz? Bo jak nie, to kapelę mogę zwołać...
- Mam, dzisiaj świeżutkie mp3 z Internetu ściągnąłem. Stare, dobre i swojskie pioseneczki.
- No to piknie. Głośniki trzymam w garażu. Załaduj na ciągnik i zawieź do domu.
- Aha, jeszcze jedno. Zapytać się chciałem, czy bierzesz udział w Pięcioboju**?
- Oczywiście, ale to dopiero w lecie.
- Mam nadzieję, że wygrasz.
- A dziękuje bardzo. Do widzenia, sąsiedzie.
- Z Bogiem!

Jędruś podprowadził ciągnik pod dom Grzesia i zapakował głośniki na przyczepkę. Potem pojechał do domu i podłączył je do komputera. Kilkumetrowe kolumny stanęły na środku wsi gotowe do zagrania...

Z wieczora wszyscy zabrali się na wiejskim placu i zabawa rozpoczęła się na dobre. Jadło było rozchwytywane z minuty na minutę, a wszyscy dobrze się bawili przy butelce czystej i muzyce płynącej z głośników. Rytmy techno i disco polo obiegły wszystkie okoliczne wsie.

Jędruś siedział na sianie nucąc sobie piosenkę „Oj, chmielu, chmielu”. Próbował patrzeć w gwiazdy, ale widok zasłaniała mu odległa o 500km Wałęsa Tower. Nie przejmował się tym, co będzie jutro. Żył chwilą i bawił się równie dobrze jak inni. Niedługo miało nadejść lato...

---
* Aluzja do wydanego niedawno rozporządzenia o poruszaniu się po Metropolii Warszawa prędkością do 250km/h
** Pięciobój to popularne w polskiej wsi zawody, w których rozróżniamy takie konkurencje jak rzut widłami czy wyścigi traktorów

 

Chłopi 2054: Lato

Od pamiętnej dyskoteki minęło wiele miesięcy. Jędruś zdążył już wyleczyć kaca i inne przypadłości jakich się nabawił. Dziś wstał cały w skowronkach. Przecież było piękne lato, a i  sąsiad Marian nie dopominał się o klonarkę, którą Jędruś pożyczył od niego rok temu.

Szybko przyodział beret (z wbudowanym noktowizorem i opcją zoom), spodnie z kevlaru, kamizelkę teflonową, kamasze oraz rękawice z Orłem Zwycięskim, które otrzymał od znajomego żołnierza Polskich Korpusów Inwazyjnych.

Wyszedł z domu i powiedział (to było jego codziennym rytuałem):
- Pikny dzionek dzisiaj!
A echo powtórzyło za nim z przyzwyczajenia:
- Mać, mać, mać....

Zrazu przypomniał sobie, że dziś we wsi jarmark. Trzeba będzie odwiedzić, może trafią się jakieś atrakcje, pomyślał. Ruszył na plac i już znalazł się wśród kramów, straganów i namiotów z zaopatrzeniem. Nie było jak się ruszyć – z lewa sprzęt AGD i RTV, a na prawo artykuły spożywcze i militaria. Tył zagrodził mu szereg Polonezów i Żuków, którymi przyjechali rolnicy na handel. Idąc przed siebie spostrzegł grupę przekupek, które plotkowały między sobą. Postanowił się lepiej przysłuchać rozmowie.

- Pani kochana, co  to się porobiło! Kupić chciałam baterie jonowo-plazmowe, te takie w paluszku, R 222 czy jakoś tak... No i niech sobie pani wyobrazi że cztery grosze podrożały!
- Tak, to skandal! Taka nadwyżka cen, bo pewno te nasze wojsko skupuje te bateryjki w tonach. Im to takie coś na gwałt potrzebne...
- A mnie nie? To jak ja teraz dojarkę uruchomię? Trzeba będzie zakupić na zapas, bo jak nasi się tam w Boliwii rozkręcą to w całej Polsce zabraknie!
- O to się raczej nie musimy martwić... Ale a propos tej Boliwii, to mój wnuczek dziś ze służby wraca. Nasiedział się tam parę miesięcy.
- No i co?
- A nic. Rozwalił parę czołgów, postrzelał sobie. Zresztą mailował do mnie, wysyłał nawet hologram. Mam też trochę XMS-ów na komórce.
- A słyszały panie, że we wsi się szykuje wesele? – zmieniła temat stara Dowborowa.
- Naprawdę, a czyjeż to? 
- Marysia żeni się z synem Mariana, tym Alojzym czy jak mu tam...
- A data ustalona?
- Jeszcze nie, chociaż prawdopodobnie zbiegnie się z datą Pięcioboju.
- To będzie niezłe widowisko.
- To może chodźmy do mnie, obgadamy to sobie i przy okazji herbaty Pu-erh na wrzody naparzę!
- Świetny pomysł.

Kobiety rozbiegły się, a Jędruś pokręcił głową i ruszył w głąb targu z zamiarem kupienia schłodzonego i świeżutkiego nektaru (czytaj: piwa).  

Pan Młody, Alojzy, syn Mariana, miał razem z ojcem ogromne gospodarstwo, pole na 2000 hektarów , jedną elektrownię geotermiczną na Kaukazie oraz domek letniskowy na Hawajach. Miał zamiar studiować prawo i zrobić wielką karierę, być może nawet wstąpić do Rady Najwyższej.

Z kolei panna młoda, Marysia Nowakówna,  dysponowała dużą sumą pieniędzy na koncie, najnowszym Polonezem Imperatorem, hodowlą modyfikowanych genetycznie zwierząt domowych oraz pewnymi innymi... gabarytami. Była studentką inżynierii genetycznej w Nowym Pałacu Kultury i Nauki w Metropolii Warszawa. Była naprawdę urodziwą i inteligentną dziewczyną. 

No i zaczęto wyprawiać wesele.

Za wsią przygotowywano ogromny stół, przy którym miała się rozpocząć wieczerza. Ponieważ proboszcz wyjechał w interesach  do Torunia w sprawie nowego samochodu służbowego, ślubu miał udzielić bardzo lubiany na plebanii wikary - Szymon. Nie było by w tej sprawie nic dziwnego gdyby nie to, że wikary jest androidem zbudowanym przez NeoTech, a znaleziony został przez Grześka na złomowisku. Informatycy ze wsi szybko wprowadzili do jego procesora system „Sacral XB 01” , dzięki czemu mógł pełnić funkcję duchownego we wsi.

Nadeszła godzina 18:00  i wszyscy zebrali się na miejscu - Grześ, Jędruś, ojciec pana młodego, Marian, kilka bab i rodzina panny młodej. Koło kaplicy trwały przygotowania do Pięcioboju, który miał być uwieńczeniem całej uroczystości.

Pan Młody ubrany w tweedową marynarkę oraz buty firmy „Glany” prezentował się nawet nieźle. Panna Młoda ubrana w turkusową obcisłą suknię (podkreśla kształty, pomyślał Jędruś) pojawiła się na miejscu.

Po wszystkich przysięgach i innych gadkach-szmatkach, padło w końcu sakramentalne „Tak”, jednak nieco zagłuszone przez przelatującego akurat myśliwca typu „Orzeł”.

Marian pogroził mu ręką i dodał:
- No jakiem prawem ten samolot po moim niebie lata?!

Potem był pocałunek, sypanie ryżu i wspaniała uczta, na której Jędrka złapała zgaga. Po kilku godzinach wszyscy zebrali się na stadionie, by podziwiać zawody. Pierwszą konkurencją był bieg na 200m we wszystkich kierunkach. Ostatecznie zwycięzcą został Grzesiek. Następnie rozegrane zostały zawody w pływaniu w oborniku. Kilku uczestników odpadło w przedbiegach. Grześ był sprytny i zabrał ze sobą maskę p-gaz, ale jednak przegrał o kilka sekund z niejakim Edziem zwanym także Kargulem, który trenował tą konkurencję od dziecka...

Jako trzecią konkurencje wybrano rzut widłami. I tutaj Grześ pokazał, że nie ma  sobie równych. Implant mechanicznych kości i sztucznych mięśni bardzo się przydał. Grzegorz wyrzucił widły na odległość 360 metrów poprawiając tym samym zeszłoroczny rekord.

Czwarta konkurencja jest najtrudniejsza: ręczne oranie pola na czas.
- Brony w dłoń! – krzyknął sędzia.

W Pięcioboju zostało już tylko trzech zawodników: Grześ, Kuba Nóż oraz jeden z największych sportsmenów we wsi: Arnold.
- Na miejsca, gotowi... start!

I ruszyli! Grześ dzielnie biegał we wszystkie strony próbując zaorać jak największą część pola. Arnold gonił za nim jak dzika świnia, natomiast Jakub złamał sobie bronę o dąb (zez to przykra rzecz...).

Po kilku minutach zmagań Grześ pomyślnie zaorał całe pole. Odsapnął chwilę pod drzewem popijając napojami energetyzującymi takimi jak: „KOOP” (daje niezłego kopa), „Woda Góralski Zdrój” (87%) czy „Superman” (skup się, a polecisz). 

No i wreszcie nade(j)szła najbardziej emocjonująca rozgrywka: wyścigi traktorów. Grześ i Arnold mieli się zmierzyć w decydującej bitwie. Stawką były nowe felgi do ciągnika, 1000 złotych i roczny zapas jajek.

Wystrzał z pistoletu był znakiem do startu. Grześ w swoim URSUSIE NT 35000, a Arnold za kierownicą ZETORA XP 2000. Wszyscy postawili już okrągłe sumki na faworytów.
- Dałem 200 na Grzesia – powiedział Jędrek do znajomego rolnika. – To mocny chłop i silny jak tur. Poradzi sobie.

Kiedy wystartowali Arnold jeszcze przez chwilę „palił gumę”, po czym ruszył z piskiem opon za Grzesiem. Arnold ostro dawał po garach. Już po kilku sekundach szedł łeb w łeb z Grzesiem, a potem jeszcze mocniej przycisnął pedał gazu. Jedno okrążenie.

Grześ nadludzkim wysiłkiem próbował wyprzedzić przeciwnika, ale graniczyło to z cudem. Tym bardziej, że Arnold właśnie przycisnął czerwony guzik z napisem „nitro”...

Po drugim okrążeniu wsi, wszyscy zamarli. Oto Arnold rzucił się na Grzesia swoim ZETOREM próbując go zmiażdżyć! Jednak Grześ był sprytniejszy. Szybko odbił się od nawierzchni (nowe amortyzatory) i spadł z hukiem na Arnolda, który wypadł z ZETORA i zniknął pod wirnikiem kombajnu...

Widownia oszalała. Grześ został zwycięzcą Pięcioboju! Po gorących gratulacjach, wszyscy zaśpiewali jeszcze „Piejo kury, piejo” i zakończyli dzień pełen emocji i wrażeń. Jędruś również był wesoły. Ucieszony powrócił do domu, wszedł pod pierzynę i zasnął.

Za dwa miesiące miała nadejść jesień...

 

Chłopi 2054: Jesień

I tak oto we wsi Jędrusia nastała piękna, polska złota jesień. Grześ wstał dziś wcześnie, żeby zgrabić liście. Natomiast reszta wsi bezskutecznie próbowała wyjść z łóżek.
Po długim biciu się z myślami i rozważaniu „wstać czy nie wstać”, Jędruś sturlał się z łóżka, wypił kawę zbożową i ubrał się w sweter (wszak wcale dziś ciepło nie było).
-Dzisiaj żniwa. Kupa z tym roboty, a kombajn szwankuje... – powiedział sam do siebie chłepcząc kawę.
Nie miał dziś ochoty ani na telewizję, ani nie wszedł do internetu, ani nawet wychodząc z chaty nie powiedział swojej codziennej formułki.
Czyżby jesienna depresja? Ale dlaczego tak wcześnie?
Wszedł do obory i zaczął krzątać się po kątach. Po chwili zobaczył w oddali znajomą postać w berecie. Marian.
-Dzień dobry!
-Jak dla kogo – odparł Jędruś.
-A co sąsiad taki zmarnowany?
-Ano tak jakoś... Nic mi się robić nie chce.
-Hmm... To ja może coś sąsiadowi pokaże...
-Ej, ja jestem hetero!
-Nie o tym mówiłem! Chodź ze mną sąsiad do obory.
Weszli. I w tym momencie Jędruś zaniemówił.
Przed nim stał najnowszy produkt NeoTechu o którym wszyscy prawili we wsi – „Ponury Żniwiarz”.
-Pikna maszyna, co? Był transport do Boliwii, to skubnąłem jednego z konwoju...
-Kombajn jak malowany. Można się przejechać?
-A proszę...
Jędruś siadł za kierownicą i ruszył na pole. Z niesamowitą gracją i szybkością zżął całe zboże. I zajęło mu to tylko 15 minut. Na koniec wypalił jeszcze serię z karabinu automatycznego w okno sklepu pani Jadzi, po czym wylądował uradowany przed oborą Mariana.
Depresja minęła od razu. Jędruś podziękował Marianowi i ruszył po ciągnik, żeby zanieść skoszone zboże do spichlerza.

Spichlerz był obok rezydencji Sołtysa największą budowlą we wsi. Dwudziestopiętrowy kolos zrobiony z betonu i tytanu o pojemności 250000 ton stał dumnie za wsią. Rolnicy wracający ze żniw załadowali zboże do kontenerów i za pomocą żurawia wpakowali do magazynu. Jędruś również pozostawił swoje żniwo w spichrzu i ruszył do domu.
Szybko wszedł na swoją ulubioną stronę www.wielkarzeczpospolita.net. żeby sprawdzić czy sklep już działa. Niestety nie. No to wejdziemy na Forum.
Dotychczas Jędrek myślał, że najfajniejsi ludzie mieszkają u niego we wsi. Po kilku godzinach dyskusji na Forum zrozumiał, że mylił się bardzo...

Po obfitym obiedzie Jędruś postanowił się przespacerować. W końcu ile można siedzieć przed komputerem? Kiedy znalazł się obok domu Sołtysa coś przykuło jego uwagę. Ujrzał w oddali najprawdziwszą betoniarkę bojową i robotników, którzy krzątali się tu i ówdzie. Pod samym zaś domem zebrała się spora grupka rolników z wyraźną chęcią protestowania.
Jędruś postanowił uważniej przyjrzeć się sytuacji.
-Co tu się dzieje? – zagadnął jednego z farmerów.
-Autostradę przez wieś chcą budować! A 666. A nam się to nie podoba! Zablokowaliśmy drogę tym całym betoniarkom! O, i tyle będą budować! – tu rolnik pokazał sławny gest z olimpiady w Moskwie 1980 roku.
-A co na to Sołtys?
-Nic. Zaszył się w domu i nie wychodzi.
-A co wam przeszkadza ta autostrada?
-Przeszkadza i to dużo. Od razu się tu zjedzie wojsko, będzie gwar i codziennie nam tu będą przejeżdżać z Warszawy! To jest spokojna wieś, a nie jakaś stacja benzynowa, żeby przez nią autostradę budować!
Skoro nikomu dotychczas nie przeszkadzały wybuchy reaktorów na działce Grzesia i samoloty to autostrada nie powinna im robić różnicy, pomyślał Jędruś oddalając się od tłumu.

Nie minęła chwila, gdy wszyscy gdzieś zniknęli. Powód był jeden:

Smutny pan w garniturze wyszedł razem ze swoim towarzyszem z samochodu. Wołga nadal miała włączony silnik.
-JBG zgłasza się do bazy. Z cyklu „A to Macierz właśnie” zajechaliśmy do... Cholera, nie widziałeś jak ta wieś się nazywa?
Drugi „smutas” pokręcił przecząco głową.
JBG wzruszył ramionami i poprawił legitymację Departamentu Cenzury. Podszedł do drzwi hacjendy Sołtysa i wcisnął dzwonek.
Po chwili drzwi skrzypnęły. W drzwiach stanął wystraszony Sołtys.
-Słucham... panów?
-Mamy pewną sprawę...

Po kilku minutach Wołga odjechała. JBG zdążył tylko przestrzec mieszkańców wsi: „Niczego nie widzieliście”.
Sołtysa nigdy nie odnaleziono...

Jędruś stwierdził, że deprecha całkowicie go opuściła. Rozsiadł się na fotelu i włączył TV. Przeskakując z kanału na kanał zatrzymał się na TVP 8. Mógł przysiąc, że na ekranie przez chwilę mignęła twarz Sołtysa z podpisem: „Odnaleziono znanego oszusta i łapówkarza”.
Nieco zdezorientowany Jędrek wyłączył telewizor i położył się koło Wiesi. Zasnął, nie obawiając się nadchodzącej wielkimi krokami zimy...
 

Chłopi 2054: Zima

I nastał 22 grudnia. Wieś Jędrusia przywitała się z zimą, choć śnieg padał już obficie od listopada.
Nikt nie wychodził z domu, mając włączone ogrzewanie i oglądając pod pierzyną audycje piłkarskie na Macierz Sport TVP. Nawet Jędruś nie wybrał się na spacer z powodu nasilających się wiatrów. Wszystko wskazywało na początek nawałnicy...
Co prawda we wsi z pozostałości autostrady Grześ zbudował wiatrochron z betonu, jednak nie za bardzo pomagał wobec siły żywiołu.
Bogatsza cześć wsi wyjechała na Bahamy albo do Ameryki Południowej, podbitej dwa miesiące temu (niesamowita atrakcja turystyczna i okazja – do 50% zniżki w LOCIE! Aha – jedz frytki!).

Czarne chmury zebrały się nad wsią. Już było widać, że za chwilę rozpocznie się prawdziwe piekło. Gdzieś skrzypnęły wrota do obory. Kurek na dachu zakręcił się o 360 stopni.
Chwilę później na ziemię runął niszczący grad, bijąc niesamowicie o grunt. Następnie potężny wicher uderzył zewsząd unosząc w powietrze lodowe igły. Wszędzie widoczność została zatracona, mgła biała jak mleko przykryła okolicę.
Wszystko wyglądał naprawdę strasznie, ale ludzie ukryci w betonowych domach nie musieli się niczego obawiać. Jędruś zrobił sobie mocne kakao patrząc na płatki śniegu za oknem.

A już najbardziej popisał się Grześ. Ponieważ był największym chwatem i wielbicielem sportów ekstremalnych w okolicy nie mógł przepuścić takiej okazji.
Szybko odział kamasze z cementu (żeby go nie wywiało), kurtkę zimową i czapę z nausznikami. Po czym wyszedł z domu i... ulepił bałwana...

Wichura i gradobicie trwały bardzo długo, ale na szczęście skończyły się i nie wyrządził żadnych szkód. Może tylko trochę Jędrusiowi wgniotło dach w kombajnie. Natomiast bałwan, niczym posąg Naczelnika, stał dumnie pośrodku wsi.

 

Minęły dwa dni. Wszyscy przygotowywali się do Bożego Narodzenia. Jędruś zamówił już przez Internet choinkę, lampki i jadło na wieczerzę. Jednak tym razem musiał zrezygnować z kalmarów i owoców morza z powodu małego debetu na koncie. No, ale ważne że był karp, zupy i 4 tony opłatków z zeszłego roku.
Kolacja wigilijna u Jędrusia w tym roku składał się z 34, a nie tak jak wcześniej, z 40 dań, jednak jak już wyżej było wspomniane – zadecydował o tym brak funduszy.
Oczywiście były również kolędy, alkohol i prezenty. Żona Jędrusia dostała najnowszą kolekcję zimową z serii „Załóż jak Ci zimno” oraz nowy okap kuchenny z NeoTechu.
Natomiast Jędruś kolekcje płyt Ziomals Attack (jego ulubiony zespół) i modem z najnowszą opcją Neostrady (6 GB!).
-Zawsze o takim marzyłem! Nareszcie będę mógł ściągnąć pełną wersję Lwów Macierzy!
Po jakże miłym dniu, najedzony Jędrek zasnął. A śniły mu się ciepłe kraje...

Wstał rano i wyjrzał przez okno. Już miał powiedzieć „Jaki piękny dzionek mamy dzisiaj!” , ale zamilkł. Za oknem nie zobaczył niczego prócz bieli. Wyszedł z domu i ujrzał 3-metrową warstwę śniegu pokrywającą całą wieś. Z niemałym trudem przebił się przez lodowaty śnieg i dotarł do chaty Grzesia.
Szybko ustalili co mają zrobić. Grześ dokopał się do swojego hangaru.
Wyjechał potężnym spychaczem zgarniając połacie śniegu z drogi. Jędruś wskoczył do drugiej maszyny i rozpoczęło się wielkie odśnieżanie trwające dobrą godzinę.

Wrócił do domu zmordowany. Szybko wziął gorący prysznic i klapnął leniwie na kanapie, będąc bardzo ucieszonym, że nie będzie już bohaterem tego popranego cyklu :)
 


KONIEC

 

  Binookle

MENU

 
Strona Główna
Kontakt
 
TwojaRura

TwojaNuta



(c) 2052-2067 www.wielkarzeczpospolita.net